niedziela, 21 sierpnia 2016

Projekt "Ostatnia przystań"



Jak mogłeś?

Kiedy byłam mała, moje błazeństwa śmieszyły cię do łez. Nazywałeś mnie swoją dziewczynką. Zostałam twoim najlepszym przyjacielem pomimo wszystkich pogryzionych butów i zniszczonych przeze mnie poduszek. Kiedy byłam "niegrzeczna" groziłeś mi palcem i pytałeś: "jak tak możesz?", ale już za chwilę ustępowałeś. Przewracałam się na plecy, a ty drapałeś mnie po brzuszku. Trochę długo trwało zanim przyzwyczaiłam się do życia w mieszkaniu. Ty byłeś ciągle okropnie zajęty, ale pracowaliśmy nad tym wspólnie.

Pamiętam, jak sypiałam w twoim łóżku z nosem wtulonym pod twoje ramię. Kiedy tak zwierzałeś mi się ze swoich najskrytszych myśli i pragnień wierzyłam, że moje życie nie może już być doskonalsze.

Chodziliśmy na długie spacery i razem biegaliśmy po parku. Jedliśmy razem lody (ja dostawałam tylko wafelek, bo "lody nie są zdrowe dla psów", tak mówiłeś). W domu ucinałam sobie długie drzemki w promieniach słońca, czekając aż wrócisz z pracy.

Wreszcie zacząłeś spędzać tam coraz więcej czasu i rozglądać się za ludzkim partnerem. Czekałam na ciebie cierpliwie, pocieszałam, kiedy spotkało cię rozczarowanie, kiedy miałeś złamane serce. Nigdy nie beształam cię za nieodpowiednie decyzje, i skakałam z radości kiedy wracałeś do domu zakochany.

Ona, twoja żona, nie lubi psów. Mimo to powitałam ją w naszym domu, okazałam jej szacunek i posłuszeństwo. Ty byłeś szczęśliwy, więc ja też. Kiedy urodziły się wasze dzieci, tak jak ty byłam zafascynowana ich zapachem i różowością, i tak jak ty, chciałam się nimi opiekować. Tylko, że ona i ty martwiliście się żebym nie zrobiła im nic złego, więc spędzałam większość czasu wygnana do innego pomieszczenia. Zostałam "więźniem miłości", chociaż tak bardzo chciałam okazać im swoje uczucia.

Kiedy trochę podrosły, zostałam ich przyjacielem. Wczepiały się w moje futro i podążały za mną niepewnym kroczkiem, zaglądały mi w uszy, wsadzały do oczu palce i całowały w czubek nosa. Uwielbiałam ich pieszczoty - twoje stały się przecież takie rzadkie. Gdyby było trzeba broniłabym twoich dzieci własnym życiem.

Wślizgiwałam się im do łóżek i słuchałam szeptanych do mojego ucha sekretów i najskrytszych marzeń. Razem nasłuchiwaliśmy, czy nie wracasz z pracy. Kiedyś, dawno temu, kiedy ktoś pytał, czy masz psa, wyciągałeś z portfela moje zdjęcie i opowiadałeś im o mnie. Przez ostatnie lata odpowiadałeś tylko krótko "mam" i zmieniałeś temat. Z "twojego psa" stałam się "jakimś psem" i miałeś za złe każdą sumę, którą musiałeś na mnie wydać.

Ostatnio dostałeś propozycję nowej pracy. Razem z rodziną przeprowadzisz się do innego miasta. Niestety, w nowym miejscu nie można trzymać zwierząt. Podjąłeś właściwą decyzję, twoja rodzina dużo na tym zyska. Kiedyś ja byłam twoją jedyną rodziną...

Cieszyłam się jak zwykle na przejażdżkę samochodem, kiedy wyruszyliśmy w drogę do schroniska. Schronisko pachniało brakiem nadziei i strachem wszystkich psów i kotów. Wypełniłeś formularz i powiedziałeś "Na pewno znajdziecie jej dobry dom". Wzruszyli tylko ramionami i popatrzyli na ciebie ze smutkiem. Dobrze wiedzieli, co czeka psa w średnim wieku, nawet takiego z papierami.

Siłą odgiąłeś zaciśnięte na mojej obroży palce swojego syna, który krzyczał "Tato, proszę nie pozwól im zabrać mojego psa!" Martwię się o niego. Dałeś mu właśnie piękną lekcję przyjaźni, lojalności, miłości, odpowiedzialności i szacunku dla życia... Unikając mojego wzroku poklepałeś mnie po głowie. Uprzejmie odmówiłeś zabrania obroży i smyczy. Musiałeś iść, miałeś umówione spotkanie.

Kiedy wyszliście, usłyszałam jak dwie miłe panie rozmawiają ze sobą na mój temat. "Musiał wiedzieć, że wyjeżdża już dawno. Dlaczego nie znalazł psu innego domu?" powiedziała jedna, a druga dodała: "Jak mógł?"

W schronisku dbają o nas na ile pozwala ich napięty program dnia. Karmią nas rzecz jasna, ale nie mam jakoś apetytu. Na początku za każdym razem kiedy ktoś przechodził koło mojego boksu podbiegałam mając nadzieję, że to ty, że zmieniłeś zdanie, że to wszystko był tylko zły sen, albo że przynajmniej to ktoś, komu by na mnie zależało, ktoś, kto by mnie uratował. Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mam co konkurować z roześmianymi szczeniakami, nieświadomymi własnego losu, zaszyłam się w kącie i czekałam.

Słyszałam jej kroki, kiedy pod koniec dnia szła po mnie. Poprowadziła mnie między wybiegami do oddzielnego pomieszczenia. Panowała tam błoga cisza. Posadziła mnie na stole, podrapała za uszami i powiedziała, żebym się nie martwiła. Serce waliło mi w oczekiwaniu na to, co miało się zdarzyć. Czułam też ulgę: nadszedł koniec udręk dla więźnia miłości. Zaczęłam martwić się o tę kobietę - taką już mam naturę, tak samo bałam się o ciebie. Żeby ciężar, który dźwiga, nie przygniótł jej.

Kobieta delikatnie założyła na mojej łapie opaskę. Łza poleciała jej po policzku. Chciałam pocieszyć tę kobietę tak jak pocieszałam ciebie lata temu i polizałam ją po twarzy. Pewnym ruchem wkłuła mi igłę do żyły i poczułam, jak zimna substancja rozchodzi się po moim ciele. Zasypiając spojrzałam w jej dobre oczy i szepnęłam cichutko: "Jak mogłeś?" Kobieta rozumiała psi język. "Tak mi przykro" powiedziała, a potem przytuliła mnie i pośpiesznie tłumaczyła, że pomoże mi znaleźć się w lepszym miejscu. Nikt tam o mnie nie zapomni, nie skrzywdzi ani nie porzuci, to miejsce pełne miłości i światła, inne niż na ziemi.

Zbierając resztki energii leciutko poruszyłam ogonem, próbując wyjaśnić kobiecie, że to nie do niej były moje ostatnie słowa. To do ciebie, mój Ukochany Panie, mówiłam. Będę zawsze myśleć o tobie i czekać na ciebie po tamtej stronie.

Życzę ci, żeby każdy był ci tak wierny jak ja.


Copyright Jim Willis 2001, jwillis@bellatlantic.net

Ty tez możesz uratować życie.

Psia starość nie jest łatwa ale dzięki naszej pomocy może być łatwiejsza i piękniejsza. Problem psiej starości jest wszechobecny choć zdaje się mało się na ten temat wspomina. Coraz więcej psich staruszków traci dom i opiekę z powodu pogorszenia stanu zdrowia. W schroniskach miejskich można ujrzeć gromadki psów w podeszłym wieku, cierpliwie czekających na nowy kochający dom, na ich pyskach można dostrzec cierpienie i smutek.

Niestety bardzo często wzrok osób chętnych na adopcję kierowany jest jedynie w stronę boksów ze szczeniakami bądź młodymi psami. Podobnie wygląda sprawa z ogłoszeniami widniejącymi na forach internetowych. Najczęściej powtarzająca się regułka w tematach postów to "Chętnie przyjmę młodego psa", "Adoptuję szczeniaka".... Wspaniałe jest to, że ludzie są chętni nieść pomoc bezdomnym, skrzywdzonym psiakom, jednak przykre jest to iż w wielu wypadkach grupa psów powyżej 6 roku życia bywa dyskryminowana, w ogóle nie brana pod uwagę.

Poniekąd taki obrót sprawy jest zrozumiały. Wszyscy kochamy szczenięta, nawet najbardziej zatwardziałych stoików szczenięca bezradność i radość życia potrafi rozczulić i wzbudzić poczucie zaopiekowania się niesamodzielną istotą. Wiele osób biorących szczenię pod swój dach wychodzi z założenia, że młodego psa wszystkiego nauczą i "uformują" według własnego planu, pokierują nim tak jakby chcieli. Oczywiście to wszystko prawda, jednak skąd się bierze przeświadczenie o tym że dorosłego/starszego psa nie da się tego nauczyć? Pewnie w takie myślenie spory wkład mają mity, które są powszechnie głoszone o tym, że "starych psów nie da się nauczyć niczego", "stare psy nie są w stanie uczyć się sztuczek, ani nowych zachowań". Jest to całkowita nieprawda. Każdego psa da się uczyć póki jego słuch i wzrok nie zawodzi. Z każdym psem da się pracować do późnej starości, a nawet powinno się. I to wcale nie dotyczy jedynie psów adoptowanych. Dorosłe psy także potrzebują stymulacji umysłowej i warto z nimi ćwiczyć nowe sztuczki, uczyć nowych zachowań tak by ich umysł wciąż był zmuszany do pracy. Nie należy się obawiać adopcji dorosłego czy starszego pieska.

Zapewne każdego z nas zastanawia fakt co było przyczyną pozbycia się czworonoga. Niestety nie trudno zauważyć, że w społeczeństwie istnieje dość wydumane przeświadczenie o tym, że dorosłe psy są porzucane za nieposłuszeństwo, agresję czy inny trudny problem. Otóż nie zawsze tak jest, z pewnością takie przypadki się zdarzają, jednak częściej ludzie pozbywają się swoich czworonogów gdyż przerosła ich opieka nad psem (za duże wydatki, za mało czasu na opiekę, alergie na psy, przywiązanie do domu, kłopoty z wyjazdami na wakacje itp). Niestety jeszcze częściej ludzie pozbywają się psów z powodu starości, traktując je jak meble które się znudziły, zabawki które się popsuły - nie zastanawiając się nad stanem ich emocji, nad tym jaką krzywdę wyrządzają psu w podeszłym wieku związanego emocjonalnie którego oddają do schroniska. Taka jest smutna prawda.

Nieodpowiedzialność ludzi odbija się wielkim kosztem na psychice swoich byłych podopiecznych. Adopcja psiego staruszka może przynieść wiele dobrego zarówno nam jak i zwierzakowi. Po pierwsze smutnemu , porzuconemu psiemu smutkowi dajemy szansę na godną starość, godną jesień życia i miłość której mu brakło, a on w zamian da nam swoje przywiązanie, mnóstwo ciepłych uczuć oraz wdzięczność. Kolejna pozytywna sprawa to fakt iż przygarniając staruszka, ratujesz mu życie. Niejednokrotnie stary pies mieszkający w schronisku żyje z wyrokiem. Jako, że jest najsłabszy, nieraz schorowany ma najmniejsze szanse na radzenie sobie w grupie psów silniejszych, stojących wyżej w hierarchii, sprytniejszych. W schronie nikt nie zapewni mu specjalnej karmy, leków i pomocy odpowiednio dostosowanej do stanu zdrowia. Nie da się ukryć, że bardzo często psia starość wiąże się z chorobami, ale nie każda jednostka chorobowa musi być wyrokiem. Wiele dolegliwości przewlekłych nie wymaga dużych nakładów finansowych. Dorosłe psy od szczeniąt wyróżnia to iż te starsze potrafią już wiele rzeczy, potrafią komunikować się z innymi zwierzakami, potrafią zachowywać czystość w domu, znają wiele zasad panujących w domu - są idealne dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu na wychowanie od podstaw i nie dysponują odpowiednią wiedzą. Adopcja dojrzałego psa wyręcza nas pod względem wielu spraw, a spotkanie ze starszym osobnikiem i rozmowa z jego opiekunem daje nam obraz tego jaki ten pies jest, nie będą czekały na nas takie niespodzianki jakie mogą się przytrafić przy szczenięciu. Zapewne decyzja o adopcji jakiegokolwiek psa nie jest prosta, zawsze wymaga przemyśleń i analiz. Jednak proszę - podczas wizyty w schronisku spójrz także w stronę starszych psów, one także zasługują na godne życie i spokojne zestarzenie się. Nie trzeba się obawiać siwej mordki, ona nie raz może dać nam więcej miłości aniżeli szalone, dorastające szczenię.

Evela

piątek, 19 sierpnia 2016

Przyjaciele!
Jesień ich życia nie musi być samotna. Czas pędzi do przodu, nie oszczędzając nikogo z nas. Upływa każdego dnia, dlatego staramy się wykorzystać życie jak najlepiej. Czas egzystencji naszych czworonożnych przyjaciół na ziemi jest krótszy, a mimo to moglibyśmy się od nich dużo uczyć. Im niewiele potrzeba do szczęścia - pełna miska, ciepły kąt, opiekuńczy właściciel...

No właśnie!

Każdy rok zmniejsza szansę bezdomnych zwierząt na to, że szczęście się do nich uśmiechnie. Tylko nieliczni stają się wybrańcami.
Naszym marzeniem jest znaleźć kochających właścicieli dla psich seniorów. One także potrzebują domów. Ale domów wyjątkowych albowiem dobrzy ludzie boją się, że takie zwierzę szybko odejdzie. A tak wcale nie musi być. Ludzka miłość nadaje sens ich życiu. Bo one nie tylko chcą być kochane, one także chcą kochać.
Dorosłe psy mają już ukształtowany charakter, są przewidywalne, wiemy czy powinny mieć kontakt z dziećmi. Takie zwierzę to wymarzony towarzysz dla starszej, samotnej osoby. Nie wymaga tyle opieki co szczeniak. Nie jest tak energiczne, ono się już wyszalało.
Nieuniknione koleje losu sprawiają, że gdy właściciel opuści padół ziemski, ich pupil często ląduje na ulicy lub w przytulisku. Oszczędźmy zatem młodym psom takiego losu, a dajmy szansę tym, których los już nie zauważa.